Szklany sufit oczekiwań

Realizacja w Warsaw Trade Tower

"Czy w ogóle dacie radę?"

Każdy wielki projekt zaczyna się od bardziej lub mniej skonkretyzowanej wizji. Niektóre rozpoczynają się od cyfrowego snu architekta, który na ekranie komputera powołuje do życia formy balansujące na granicy technicznych możliwości. Tak właśnie było z projektem dla warszawskiego wieżowca WTT, gdy na naszych ekranach pojawiła się wizualizacja od pracowni MixID.

Przedstawiała monumentalne, świetliste kolumny zawieszone w potężnej, otwartej przestrzeni. Była to artystyczna prowokacja – odważna, nowoczesna i bezkompromisowa.

Dla nas nie była to kolejna propozycja. To było wyzwanie, które rezonowało z samym sercem naszego DNA: połączenie surowej, współczesnej formy z ponadczasową elegancją kryształu. Od razu wiedzieliśmy, że chcemy być częścią tej historii. Pierwsze pytanie, jakie do nas trafiło, nie dotyczyło jednak ceny. Brzmiało: „Czy w ogóle jesteście w stanie to zrobić?”.

Nasze „tak” było podjęciem rzuconej rękawicy i początkiem jednej z najbardziej skomplikowanych inżynieryjnych przygód w historii naszej pracowni.

Ambicja

Fascynacja wizją szybko ustąpiła miejsca konfrontacji z brutalną rzeczywistością. Wizualizacja przewidywała siedem potężnych, kryształowych „kolumn” – każda miała ważyć około 750 kg. Miały zawisnąć pod szklanym sufitem wieżowca WTT, którego konstrukcja nie była przewidziana na takie obciążenie. Pięć ton czystej elegancji stawało się pięcioma tonami problemów.

To był moment, w którym gra na kompromis stawała się aż nazbyt kusząca. Inni być może zaproponowaliby zmianę projektu, rezygnację z rozmachu, „dopasowanie” wizji do technicznych ograniczeń. Dla nas była to tylko sugestia, by pomyśleć inaczej.

Grawitacja

Naszym zadaniem było „odchudzenie” każdej lampy o ponad pół tony – z zachowaniem oryginalnych wymiarów zewnętrznych i estetyki. Rozpoczął się intensywny dialog między konstruktorami z obu stron. Na pewnym etapie dosłownie analizowano konstrukcję na milimetry i na gramy.

Przeprojektowaliśmy wszystko: zoptymalizowaliśmy stalowy szkielet, znaleźliśmy lżejsze, ale równie efektowne materiały. Podzieliliśmy każdą lampę na trzymetrowe, smukłe segmenty z metrowymi sztabkami kryształu. Takie podejście pozwoliło zejść z wagi każdego żyrandola do zaledwie 250 kg. Zadbaliśmy, by każdy segment idealnie łączył się ze sobą, tworząc jedną, spójną i wizualnie nieprzerwaną całość.

Bliżej nieba, niż ziemi

Nawet najbardziej wyrafinowany projekt i najlżejsza konstrukcja stają się niczym bez możliwości ich bezpiecznego zainstalowania. Po rozwiązaniu problemu wagi, stanęliśmy przed kolejną, monumentalną przeszkodą – jak zamontować siedem dwustupięćdziesięciokilogramowych lamp w przestrzeni o wysokości 27 metrów, pod przeszklonym dachem, bez typowych punktów zaczepienia?

Wizyta lokalna w WTT była niczym zimny prysznic. Ogrom holu zapierał dech, a ludzie na dole wydawali się mali jak mrówki. Z piętra widok w dół budził szacunek do przestrzeni i pytania: jak bezpiecznie wciągnąć wciągarki na piąte piętro? Jak je zamocować? To był moment, gdy nawet nam przyszło do głowy, że standardowe rozwiązania nie wystarczą.

Z pomocą przyszła nam firma alpinistyczna. To było partnerstwo, które na nowo zdefiniowało pojęcie „pracy na wysokości”. Alpiniści, wyposażeni w specjalistyczny sprzęt, zabezpieczyli teren, a następnie montowali niezbędne mocowania pod szklanym sufitem. Nasza ekipa, pracując w synchronizacji, z ziemi podawała elementy, które za pomocą automatycznych wciągników precyzyjnie wędrowały na swoje miejsce.

To przedsięwzięcie okazało się skomplikowaną baletową choreografią. Każdy ruch musiał być zaplanowany i wykonany z milimetrową precyzją, aby zapewnić bezpieczeństwo i absolutną integralność szklanej konstrukcji budynku. To doświadczenie nauczyło nas, że prawdziwe innowacje rodzą się często na styku różnych branż – tam, gdzie odważne wizje spotykają się z niezwykłymi metodami realizacji.

Inteligentny system

Projekt, który wymagał dbałości o szczegóły

Noc prawdy

Z uwagi na specyfikę obiektu, montaż lamp mógł odbywać się wyłącznie nocą. Ciemność holu WTT stopniowo ustępowała miejskiej aurze zbliżającego się poranka, podczas gdy nasze zespoły, pracując w zsynchronizowanym rytmie, dopinały ostatnie kryształowe detale. Z każdym kolejnym podwieszonym elementem, z każdą podłączoną lampą, napięcie rosło. Cała seria technicznych wyzwań i inżynieryjnych batalii miała znaleźć swoje zwieńczenie w jednej, magicznej chwili.

Druga noc. Wszystkie siedem lamp wisiało już na swoich miejscach. Zza przeszklonej elewacji wieżowca nieśmiało zaczęły przebijać się pierwsze, złote promienie wschodzącego słońca. Wtedy podjęliśmy decyzję: odpalimy je wszystkie naraz.

To był moment. Światło rozlało się po całej, monumentalnej przestrzeni, a każdy z ponad 80 punktów w każdej z lamp zaświecił pełnią blasku. Kryształy, niczym miliony iskierek, zaczęły tańczyć w słońcu, odbijając światło w niezliczonych kierunkach, tworząc hipnotyzujący spektakl. Hol WTT eksplodował blaskiem.

Przez przeszklone ściany, słońce wpadało do wnętrza, sprawiając, że kryształy mieniły się naturalnym blaskiem, zanim jeszcze uruchomiliśmy sztuczne światło. W tym momencie wszystko w nas zagrało. Każdy, kto brał udział w nocnym montażu—od konstruktora po technika—sięgnął automatycznie po telefon, aby uwiecznić tę chwilę. Nie było osoby, która nie powiedziałaby głośno lub szeptem: „wow”. W tej jedynej, magicznej chwili wizualizacja stała się namacalną, lśniącą rzeczywistością.

Okiem twórcy

Projekt oświetlenia dla WTT był czymś więcej niż kolejnym zleceniem – stał się dla nas symbolem tego, co możliwe, gdy ambitna wizja spotyka się z bezkompromisowym rzemiosłem. To była skomplikowana baletowa choreografia, w której główne role poza nami odegrali konstruktorzy, architekci i alpiniści. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu ponad 35 specjalistów z różnych dziedzin udało się dosłownie wznieść ten projekt ponad poziomy.